10 sposobów na dobre oceny w szkole
- Jak poprawić oceny nie zwiększając czasu na naukę
- Jaki miałem sposób na naukę przy okazji (np. podczas spaceru z domu do szkoły)
...i wiele więcej :)
Będę z Tobą szczery. Nie byłem dobrym uczniem.
Wielokrotnie miałem zagrożenia, a kultowe widzimy się w sierpniu słyszałem praktycznie co roku.
Dlaczego więc piszę ten poradnik?
Bo przez lata wypracowałem sposoby, które pozwalały mi być topowym uczniem przez kilka ostatnich tygodni semestru.
Dzięki temu zawsze bez większych problemów zdawałem do następnej klasy, a w przypadku ważnych lat - jak np. ostatnia klasa przed pójściem do szkoły średniej - wyciągnąć naprawdę dobrą średnią.
Najwyraźniej już wtedy kręciła mnie efektywność.
Poza ocenami, szkoła to również egzaminy sprawdzające Twoją wiedzę w bardziej niezależny i restrykcyjny sposób (takie jak egzamin ósmoklasisty czy matura).
Co więcej, w szkole można nabyć wiele przydatnych umiejętności, z których znaczna część bardzo przydaje się później w życiu codziennym.
Z tych powodów, polecam uczyć się tak, żeby coś zostawało Ci w głowie, a nie tylko tak, żeby zdać i zapomnieć.
Zaczynajmy.
1. E-dziennik nie jest taki zły, warto z niego korzystać!
Na początku gimnazjum (dziś odpowiednik 7 klasy podstawówki), miałem naprawdę fatalne oceny.
Bodajże drugą najgorszą średnią w klasie i cztery zagrożenia.
Mama powiedziała, że chciałaby mieć większą kontrolę nad moimi ocenami, żeby nie dowiadywać się o nich tylko raz na miesiąc na wywiadówce.
Kupiła mi papierowy dzienniczek ucznia, do którego musiałem wpisywać wszystkie oceny i terminy najbliższych sprawdzianów i kartkówek.
Kiedy chodziłem do szkoły, dzienniki elektroniczne nie były jeszcze tak popularne.
Jeżeli w Twojej szkole korzystacie z e-dziennika, może warto byłoby zacząć go regularnie używać?
Mój papierowy dzienniczek był odpowiednikiem dzisiejszego e-dziennika. Mogłem dzięki niemu utrzymywać większy porządek i szybciej reagować na zagrażające mi sytuacje.
Jeżeli liczona przeze mnie na oko średnia z danego przedmiotu wychodziła niższa, niż powinna, dostawałem sygnał, że powinienem bardziej się przyłożyć.
Nie korzystacie z dziennika elektronicznego? A może po prostu nauczyciele nie wpisują w nim na bieżąco Waszych ocen lub terminów? Zrób to sam!
Wszystko możesz zapisać w nowoczesnych aplikacjach, zsynchronizowanych z Twoimi różnymi urządzeniami - możesz mieć wszystko pod ręką, czy to w komputerze, czy na telefonie.

2. Chcesz łatwiej przyswajać wiedzę? Zainteresuj się!
Kiedyś dziwiłem się mojemu bratu, któremu nauka w szkole szła TOPORNIE.
A to naprawdę inteligentny chłopak.
Pomimo ogromnego nakładu czasowego, efekty były mizerne.
Z drugiej strony, ten sam brat bez problemu potrafił bardzo szybko i sprawnie przyswajać rzeczy, do których ja za nic w świecie bym się nie przemógł.
Nie traktował tego jako żmudną naukę, a jako rozrywkę. Wiedza wchodziła więc naturalnie, bo się przy tym po prostu dobrze bawił.
Przykładowo, brat już jako dziecko miał dużą wiedzę na temat samolotów. Oglądał o nich przeróżne filmy i czytał artykuły. Wiedza wchodziła sama, bo był tym szczerze zainteresowany.
Czas, który przeznaczał na zgłębianie pasji, nigdy nie był jakoś specjalnie wyznaczany, przez co nie oszukiwał samego siebie.
Często jest tak, że zakładamy, że od dziś będę uczył się przynajmniej przez godzinę dziennie.
Nawet jeżeli tę godzinę przesiedzimy przy książce, w rzeczywistości często później zdamy sobie sprawę z tego, że ten czas był fatalnie wykorzystany.
Później okazuje się, że przeczytaliśmy na przykład tylko dwa rozdziały, w dodatku bez żadnego zrozumienia. Poszliśmy jednak dwa razy do toalety, a trzy razy sprawdziliśmy TikToka. 5 minut myśleliśmy też o tym, co zrobimy na kolację.
Brzmi znajomo? Utrata koncentracji to bardzo częste zjawisko, które może towarzyszyć nam szczególnie wtedy, kiedy robimy coś, co jest dla nas po prostu nudne.
Jak sobie z tym radzić?
Najłatwiej po prostu zaciekawić się tematem.
Zauważ, że nie musisz się specjalnie motywować żeby pograć w swoją ulubioną grę, albo pooglądać ciekawy serial. To dla Ciebie naturalnie interesujące, więc nie tracisz uwagi.
Wiem, że nie każdy temat w szkole jest bardzo ciekawy, ale możesz spróbować po prostu polubić poszerzanie wiedzy, obojętnie z jakiego zakresu (tak jakbyś miał występować kiedyś w teleturnieju).
Nauka może stać się wówczas bardziej przyjemna, a co za tym idzie, powinna przychodzić łatwiej i bardziej naturalnie.
Dobrym pomysłem może być też wyznaczenie czasu na naukę (np. poprzez ustawienie minutnika) i odłączenie sobie na ten czas dostępu do internetu i innych rozpraszaczy.
Wtedy Twoja zdolność koncentracji powinna być nieco lepsza, bo i tak nie będziesz miał nic lepszego do roboty.
3. Poznaj swojego nauczyciela
Dochodzimy do aspektu bardziej psychologicznego.
Nie każdy będzie miał do niego odpowiednie predyspozycje, ale i tak chciałbym się tym podzielić.
W tym przypadku, oczy otworzyła mi książka Sposób na Alcybiadesa. Jest to jedna z tych lektur, którą mógłbym bez wahania polecić każdemu uczniowi.
Wiem, że czasami można o tym zapomnieć, ale nauczyciel to też człowiek. Każdy jest inny i ma własne upodobania, schematy i sposoby działania.
Możesz próbować obserwować jego zachowanie i wyciągać z niego wnioski.
Na przykład….
Nie wiem, czy w Twojej szkole popularne jest odpytywanie uczniów na początku lekcji. W mojej szkole bardzo aktywnie praktykowała to Pani z matematyki.
Po pewnym czasie odkryliśmy wzór ściśle powiązany z datą, na bazie którego zapraszała konkretny numer z dziennika do tablicy. Dzięki temu zawsze wiedzieliśmy odpowiednio wcześniej, kiedy zostaniemy niespodziewanie zapytani. Można było się wtedy lepiej przygotować.
Nie chcę pisać, że nauczyciele faworyzują, ale raz jeszcze, pamiętajmy - to też ludzie i mogą działać podświadomie.
Z nauczycielem, który lubi Waszą grupę, łatwiej się dogadać na przełożenie jakiegoś sprawdzianu, czy nawet częściowe naprowadzenie na zagadnienia, których będzie on dotyczył.
Dobry kontakt z nauczycielem może naprawdę ułatwić zdobywanie pozytywnych ocen.
Ja z niejednym nauczycielem grałem w CSa, a niejednej nauczycielce wyznałem miłość. I o ile to drugie mogło skończyć się wysłaniem mnie do psychiatryka, nadal trzymam się zdania, że bycie żartobliwym, a przede wszystkim przyjemnym w obyciu, to coś, co procentuje.
Nie tylko w szkole, ale generalnie w życiu.
Nie każdy nauczyciel pozwala sobie na skracanie dystansu, ale jeśli uda Ci się zyskać jego sympatię, możesz zyskać więcej niż myślisz.
Pamiętaj tylko, że dobry kontakt z nauczycielem to nie lizusostwo. Nie próbuj na siłę przypodobać się nauczycielowi, bo możesz się łatwo przeliczyć. Po prostu staraj się go szczerze polubić.
4. Poznaj kryteria oceniania
To jest gamechanger, naprawdę. Zwłaszcza jeśli chodzi o egzaminy.
Pamiętam jak dziś, kiedy w gimnazjum Pani z języka polskiego oddając kartkówki, powiedziała:
Nie spodziewałam się, że wyróżnię kiedyś ocenę dopuszczającą…. ale muszę pochwalić Michała za błyskotliwość
Dlaczego zostałem wyróżniony za dwóję?
Prosta sprawa. Kartkówka okazała się krótka, a ja przeliczyłem w głowie, że żeby dostać dwóję, wystarczy, że odpowiem poprawnie na przynajmniej jedno pytanie.
Byłem kompletnie nieprzygotowany.
Na przerwie usłyszałem jednak kilka odpowiedzi na możliwe pytania (koledzy robili sobie ostatnią powtórkę). Zapamiętałem jedną z najprostszych i najczęściej przewijających się z nich.
Na bodajże 3 pytania, wpisałem w każdym polu identyczną odpowiedź. Udało się, w jednym strzeliłem.
Czy te odpowiedzi były absurdalne w przypadku pytań do których nie pasowały? Absolutnie.
Czy miałem prawo tak zrobić i trzeba było mi to zaliczyć? Pewnie, że tak.
Zostańmy jeszcze na chwilę przy języku polskim.
Choć zawsze byłem dość wygadany i każdy wróżył mi powodzenie na maturze ustnej, do dziś uważam, że za moje 100% odpowiedzialna była przede wszystkim znajomość kryteriów oceniania.
Tekst, który dostałem do opracowania, przeczytałem tylko raz… w dodatku zupełnie chaotycznie – pamiętam, że przeznaczyłem na to nie więcej niż dwie minuty.
Szybko doszukałem się jego sensu, jakim była ironia. Wykorzystałem cały przysługujący mi czas na obmyślenie konkretnego planu mojego wywodu, opartego oczywiście o kryteria oceniania, które wcześniej bardzo wnikliwie przeanalizowałem.
Rozpisałem, o czym powiem, do czego nawiążę, a co sobie daruję – w tym przypadku najważniejsze było dla mnie to, żeby nie popełnić błędu związanego ze znajomością danej lektury.
Swojej pamięci niespecjalnie ufam, a czytanie lektur zawsze ograniczało się u mnie do przesłuchania i przeczytania kilku streszczeń – tym bardziej musiałem więc na to uważać.
W dodatku słuchałem głównie Mietczyńskiego, więc wiedziałem, że sporo ryzykuję.
W przypadku szkół, do których chodziłem, ocena z kartkówki była trzy razy bardziej istotna od tej z zadania domowego, a ze sprawdzianu aż pięć razy bardziej.
To pozwalało lepiej zarządzać priorytetami i skupiać się na tym, co było najbardziej istotne. Pamiętam, że nie wszystkie osoby miały świadomość istnienia, oraz istotności wag ocen.
Często bardzo przykładali się do np. zadań domowych, kosztem samej nauki – choć być może było to nieco przyjemniejsze, w rzeczywistości dawało ZNACZNIE mniej.
5. Słuchaj na lekcjach
Skoro i tak chodzisz na te lekcje, warto z nich dobrze korzystać.
Wiem, że ciche rozmowy z kolegą z ławki mogą być ciekawsze, ale naprawdę - będąc skupionym na lekcji, możesz oszczędzić mnóstwo czasu.
Podczas swojej edukacji, miałem kilku kolegów, którzy w ogóle nie uczyli się w domu, a jednak zawsze dostawali dobre oceny.
Ci sami koledzy, kiedy próbowałem z nimi pogadać w trakcie lekcji, zawsze potrafili powiedzieć mi, żebyśmy przełożyli rozmowę na przerwę.
To naprawdę działało i do dziś darzę ich za to dużym szacunkiem.
Swoją drogą, jeśli nie masz takiej asertywności, wyrób ją sobie.
Serio, to bardzo procentuje w życiu. Ja też zawsze chciałem być cool, ale można być cool i mieć swoje granice.
6. Ucz się przy okazji
Zawsze odkładałem wszystko na ostatnią chwilę.
Kiedy zbliżał się koniec semestru, zazwyczaj byłem zagrożony z kilku przedmiotów. Wybór był prosty, albo dawałem z siebie 100%, albo traciłem całe wakacje na poprawkę.
Potrafiłem uczyć się dosłownie wszędzie. W autobusie, na korytarzu, czy nawet w wannie.
Jak zatem uczyłem się w poza domem?
Mój dojazd do szkoły był dość długi. Łącznie z czekaniem na lekcje, z podróżą autobusem i pieszym spacerem z przystanku, miałem do wykorzystania około godzinę przed i godzinę po lekcjach.
To dwie godziny dziennie, które wykorzystane na naukę „przy okazji” przynosiły ogromne efekty.
Zawsze starałem się robić notatki. Jako że miałem dość kiepski charakter pisma i byłem cholernie leniwy, często moje "robienie notatek" polegało na zadawaniu dwóch pytań:
- "Hej, X. Masz może notatki do tego sprawdzianu z polskiego?"
- "Tak, a co tam?"
- "To świetnie, podzieliłabyś się ze mną? Zrobiłbym im tylko zdjęcie :D."
Miałem to szczęście, że mieliśmy w klasie dobre relacje i tego typu pomoc nie była dziwna. Tak czy siak, notatki można sporządzić też samemu - czasami zdarzyło mi się zrobić swoje własne i również się nimi dzieliłem.
Inna sprawa, że mało kto potrafił je rozczytać:

Nie ma oczywiście nic złego w nauce z książki, ale skondensowana, bardziej istotna wiedza w postaci notatek, sprawdza się znacznie lepiej.
Takie notatki czytałem między innymi w autobusie.
Uczyłem się zawsze partiami, punkt po punkcie, akapit po akapicie. W przypadku słówek, uczyłem się po 10, co jakiś czas powtarzając całość.
Mój sposób na naukę słówek, wierszy i tego typu rzeczy:
Jeżeli musiałem nauczyć się po prostu jakiegoś tekstu lub zestawu słów, miałem naprawdę dobry sposób na naukę przy okazji.
Ustawiałem sobie zdjęcie z danym tekstem na tapetę w telefonie i przez co zerkałem na niego tuż po odblokowaniu urządzenia. Oswajałem się z tym, co bardzo pomagało mi w nauce.
Bardzo często uczyłem się też podczas spacerów, na przykład idąc z przystanku do szkoły.
Ale jak? Przecież chodzenie z kartką tekstu byłoby cholernie uciążliwe!
Zgadzam się, dlatego chodziłem nie z kartką, a ze słuchawką (uwaga: chodząc pieszo, zawsze używam tylko jednej słuchawki, żeby słyszeć w drugim uchu nadjeżdżające pojazdy).
Słuchałem zapętlonego nagrania, które wcześniej przygotowałem w domu z pomocą dyktafonu. Na takim nagraniu czytałem poszczególne słówka i ich znaczenia, albo recytowałem wiersz.
Później katowałem to na zapętleniu podczas spacerów, grania, czy kąpieli.
Wiedza wchodziła praktycznie sama.
7. Postaw na praktykę
Szkolne przedmioty są różne, więc nie każdy sposób z tego wpisu zadziała dla każdego z nich.
W przypadku matematyki, słuchanie pliku dźwiękowego z wyrecytowanymi wzorami, raczej Ci nie pomoże.
Najlepsza może okazać się więc praktyka.
W książkach można znaleźć wiele przykładów dla danych zagadnień, a prawdopodobnie jeszcze więcej znajdziesz ich w internecie. Dzisiaj możesz wykorzystać do tego też AI, prosząc np. o wspólny trening.
Doświadczenie pokazało mi, że samo oglądanie matematycznych kanałów na YouTube nie zdawało się na zbyt wiele bez praktyki. Choć wydawało mi się, że rozumiem, kiedy miałem zrobić coś samodzielnie, sprawa nie wyglądała aż tak dobrze.
Tak samo działa to np. z programowaniem. Choćbyś przeczytał na ten temat 15 książek, trudno będzie nauczyć się teorii bez praktycznych treningów.
8. Utrzymuj regularność
Jeżeli miałbym wymienić kilka najbardziej wartościowych książek, z jakimi zetknąłem się w życiu, jedną z nich z pewnością byłby The Slight Edge, autorstwa Jeffa Olsona.
Nawet niewielka, ale regularna aktywność potrafi przynieść ogromne efekty, w dodatku średnio odczuwalnym kosztem.
Załóżmy, że za tydzień mamy ważny sprawdzian z historii. Materiału jest dość sporo, ale z drugiej strony – tydzień to niemało czasu.
Jeżeli pouczymy się do tego sprawdzianu pół godziny każdego dnia, wyjdzie nam 7 dni * 0,5 godziny = 3,5 godziny łącznej nauki. A to tylko pół godziny.
Gdybyśmy podeszli do tego jednak inaczej i chcieli wykonać całą pracę na ostatnią chwilę, musielibyśmy przyswoić całą wiedzę za jednym razem.
Nie wiem, jak Ty, ale choćbym był zainteresowany tematem, nie potrafiłbym usiedzieć ponad trzech godzin jednego dnia przy nauce historii w pełnym skupieniu.
9. Używaj skojarzeń
Być może kiedyś słyszałeś o nauce poprzez skojarzenia.
Całkiem możliwe, że pomyślałeś wtedy o tym, co ja:
Po co to komu? Zejdzie mi jeszcze więcej czasu na ich szukanie, niż na samą naukę.
Zgadza się, jeżeli będziesz szukać ich na siłę, zapewne tak będzie.
Niemniej, skojarzenia bardzo przydają się w nauce, a im częściej będziesz ich szukać, tym łatwiej znajdziesz kolejne, rozwijając przy tym swoją kreatywność.
Jeżeli obcojęzyczny wyraz przypomina Ci jakiś inny - spróbuj ułożyć z jego wykorzystaniem jakieś zdanie, lub zwrot, który ułatwi zapamiętanie znaczenia.
Na przykład, jako nastolatek miałem ogromny problem z rozróżnianiem pojęć netto i brutto.
Za każdym razem mi się myliły i nie mogłem zapamiętać tego przez lata.
Skojarzyłem sobie poprzez podobne słowa, że cena brutto, jest brutalna - czyli większa. Od tamtej pory zapamiętałem to raz na zawsze.
Podobnych skojarzeń możesz szukać do niemal każdego wyrazu.
Nie muszą być sensowne. Mogą być śmieszne, albo absurdalnie głupie. Grunt, żebyś zapamiętał znaczenie.
10. Nie przemęczaj się
W jakiejkolwiek pracy umysłowej, przerwy są niezwykle istotne. Tak zwany świeży umysł potrafi zdziałać cuda.
Przy programowaniu wiele razy złapałem się na tym, że przez kilka godzin nie potrafiłem rozwiązać jakiegoś problemu. Siedziałem bez najmniejszej przerwy, na siłę próbując dopiąć swego.
Kiedy zrobiłem krótką pauzę i wróciłem do komputera z tym świeżym umysłem - udawało mi się niemal od razu. Wielu moich kolegów po fachu również potwierdza, że bardzo często zdarzają im się podobne sytuacje.
Jeżeli uczysz się dużo, jednym ciągiem - dajmy na to, przez dwie godziny bez przerwy, albo dłużej - spróbuj zadbać o przerwy, najlepiej aktywne.
Przykładowo jakiś spacer, czy drobne ćwiczenia fizyczne.
Możesz też zainteresować się metodą Pomodoro i uczyć się np. w systemie 50 minut nauki/10 minut przerwy.
Komentarze
W tym miejscu możesz podzielić się opinią na temat tego wpisu (pozytywną lub nie), albo po prostu napisać to, na co masz ochotę - w granicach zdrowego rozsądku :).
System komentarzy obsługuje Giscus. Znajdują się one na Githubie, gdzie możesz wziąć udział w tym wątku bezpośrednio.